Siedem lat czekania
Po siedmiu długich latach pełnych tęsknoty, bólu, łez i niegasnącej nadziei, nasze serca wreszcie są pełne. Na świecie pojawił się nasz największy cud — nasze wyczekane, wymarzone dziecko.
Po siedmiu długich latach pełnych tęsknoty, bólu, łez i niegasnącej nadziei, nasze serca wreszcie są pełne. Na świecie pojawił się nasz największy cud — nasze wyczekane, wymarzone dziecko.

Nasza droga do tego momentu nie była łatwa. To były lata przepełnione nie tylko niekończącymi się badaniami, wizytami u lekarzy, trudnymi diagnozami i walką z własnymi słabościami, ale także cichym cierpieniem, depresją i ogromnym zmęczeniem psychicznym. Były chwile, kiedy brakowało już sił, kiedy serce pękało po raz kolejny, a nadzieja gasła.
Musieliśmy mierzyć się również z niezrozumieniem, bolesnymi pytaniami i nieproszonymi „radami”. Z tekstami, które raniły bardziej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać — „Kiedy w końcu dziecko?”, „Może za bardzo się staracie?”, „Przestańcie myśleć, to się uda”. Słowa wypowiadane lekko, a zostawiające ciężar, który nosiliśmy każdego dnia.
A mimo wszystko szliśmy dalej. Przez wszystkie burze, rozczarowania i chwile, gdy wydawało się, że nasze marzenie nigdy się nie spełni. Dziś trzymamy w ramionach nasz cały świat. Nasze maleństwo, które jest dowodem na to, że nawet po najtrudniejszej drodze może wydarzyć się najpiękniejszy cud.
Z całego serca dziękujemy za to życie, za ten dar, za siłę, którą odnaleźliśmy w sobie, kiedy wydawało się, że już jej nie ma. Dziękujemy wszystkim, którzy wspierali nas prawdziwie — obecnością, zrozumieniem, modlitwą i miłością. Nasza historia nauczyła nas, że cuda rodzą się czasem pośród największego bólu. I właśnie dlatego nasza córeczka jest dla nas największym cudem, o który walczyliśmy każdego dnia. Życzę wyrozumiałości, zrozumienia ale także cierpliwości i nie poddawania się.