Nie czekajcie zbyt długo


Nasza ostatnia szansa
Lekarz prowadzący:

dr n. med. Grzegorz Mrugacz

Klinika:

Klinika Bocian Białystok

Moja historia starań o dziecko zaczęła się w 2002 r. Dopiero w 2010 przyszła na świat moja córeczka. Te osiem lat czasami chciałabym wymazać z pamięci. Ale gdybym miała przejść przez to wszystko jeszcze raz... przeszłabym.

Bardziej niż na mojej historii chciałabym się skupić na kilku radach dla dziewczyn/kobiet, które starają się o ciążę. Dlaczego? Ponieważ mi nikt takich rad nie dał. Ponieważ byłam zostawiona sama sobie i krok po kroku brnęłam przez to wszystko, tracąc po drodze energię, optymizm, radość życia i poczucie własnej wartości. Co więcej - tracąc realny obraz rzeczywistości, ponieważ na jakimś etapie pragnienie urodzenia dziecka stało się obsesją...

Na początku żadna z nas nie przejmuje się tym, że się nie udaje. Słuchamy rad innych, że trzeba zmienić tryb życia, odstresować się, dobrze się odżywiać i nie przepracowywać. I to bardzo mądre rady. Tylko to wszystko mało. Dziewczyny, jeśli nie zachodzicie w ciążę jakiś czas, zróbcie sobie podstawowe badania - hormony, owulację, badanie nasienia (to Wasi faceci) itp. To nic nie boli i niewiele kosztuje. Lekarz Was pokieruje. Ale nie czekajcie zbyt długo. Ja tak straciłam pierwszy rok, bo "jeszcze jest czas i nie należy się przejmować". Jeśli wszystkie badania są ok, a nadal nie zachodzicie w ciążę, to proście o kolejny krok - laparoskopię, która powie, czy macie drożne jajniki i problemem nie jest np. endometrioza, tak jak było w moim przypadku.

I tu kolejna rada. Nie chodźcie od lekarza do lekarza, tylko znajdźcie od razu dobrą klinikę, w której Wam to wszystko zrobią. Ginekolog, który w Waszym mieście może mieć dobrą renomę, wcale nie musi mieć większego pojęcia o leczeniu niepłodności. Będzie Wam podawał leki i czekał na efekty, nawet jeśli będzie miał dobre intencje. Ja tak straciłam kolejne lata i duuuuużo pieniędzy. Chodziłam do najlepszych specjalistów i płaciłam okropne pieniądze. A efektów zero. W końcu trafiłam do nieżyjącego już uroczego i kochanego starszego Pana (endokrynologa) prof. Karaska. Znalazłam o Nim informacje w internecie. I to był przełom. Zrobił mi potrzebne badania hormonalne (w szpitalu, więc nic mnie to nie kosztowało) i niemal natychmiast po tym skierował mnie do młodziutkiego, ale cudownego prof. Sieroszewskiego. Ów zrobił mi laparoskopię i kazał jak najszybciej udać się do Białegostoku. Bo już wtedy wiedziałam, że naturalnie w ciążę nie zajdę. Dlaczego tak daleko od mojego miejsca zamieszkania? Wg profesora, do którego już wtedy miałam stuprocentowe zaufanie i fantastycznie później poprowadził moją ciążę, Białystok to miejsce, gdzie są REWELACYJNI specjaliści i stosunkowo NISKIE ceny w porównaniu z innymi miastami.

W Białymstoku po analizie moich wyników i uzupełnieniu ich dodatkowymi niezbędnymi badaniami dowiedziałam się, że jedyną metodą jest in vitro. Byłam już tak zdesperowana, że pewnie i cyrograf bym podpisała. Udało się za pierwszym razem. Zupełnie w to nie wierzyłam. Wiem, że to nie jest stuprocentowa metoda, a ja już wtedy byłam na etapie wiary, że wszystkim może się udać, ale nie mnie. A jednak...

Dziewczyny, z moich koleżanek, które walczyły o dziecko, tylko dwie nie urodziły. Jedna się poddała na jakimś etapie, druga rozstała się z mężem, który tego nie udźwignął. Walczcie, dopóki nie osiągniecie celu. Ufajcie lekarzom w klinikach. Jeśli dość szybko mówią, że nie obejdzie się bez in vitro, to nie zakładajcie, że chcą od Was wyciągnąć kasę. Oni naprawdę mają już dużo pieniążków (i moim zdaniem powinni mieć ich dużo za to, co robią) i nie muszą ich od Was wyciągać. Oni po prostu czasem chcą Wam oszczędzić niepotrzebnych rozczarowań i czasu. Nie bójcie się in vitro (ja bardzo się bałam). Dyskomfort związany z wszystkim procesami jest niczym w porównaniu z tym, co już przeszłyście. Zaufajcie Im. Oni naprawdę chcą pomóc. Ja nie mam żadnego interesu, aby zachęcać do in vitro czy do Bociana. Ja po prostu przeszłam to wszystko i wiem, co to znaczy. Nikt Was nie skieruje na in vitro, jeśli nie ma takiej potrzeby. Nie wierzcie w bzdury, że ktoś chce od Was wyciągać pieniądze. Owszem, są to koszty. Duże koszty. Ale tego, co otrzymujecie w zamian, nie da się przeliczyć na pieniądze.

Nie słuchajcie rad, że trzeba zapomnieć o chęci posiadania dziecka i wtedy się uda, kiedy wrzucicie na luz. Nie da się o tym zapomnieć i "wyłączyć" tego w głowie. Nie uważajcie, że jesteście gorsze. Nie miejcie do siebie pretensji, że zazdrościcie koleżankom, którym się udało i którym wcześniej kibicowałyście. To normalne ludzkie uczucie, że ta zazdrość się w nas pojawia. Nie izolujcie się od ludzi i nie ukrywajcie tego, co czujecie - ja to robiłam i prawie wpędziło mnie to w depresję. Takich kobiet jak Wy jest mnóstwo. Nie myślcie, że tylko Wy jesteście przerażone i bezradne. Każda z nas tak miała...

Dziewczyny, ja naprawdę straciłam nadzieję i wiedziałam, że będę musiała żyć bez dziecka ... A dziś mam zwariowaną, cudowną, pewną siebie 8-latkę. Dziś rozjaśnia każdy mój dzień promyk, który jest ze mną dzięki Cudotwórcom, bo inaczej się tego nazwać nie da. Gdyby nie lekarze z Bociana, mojej córki by ze mną nie było. Nie słuchajcie bzdur, że dzieci z in vitro są inne. A właściwie są. Są mądre, błyskotliwe, ambitne i piękne. I zdrowe. Taka jest moja córka. Charakterna, przebojowa, ale wrażliwa i empatyczna. Pomogła mi medycyna. Pomogli mi ludzie, za których dziękuję światu, że są.

Opowiedz o swojej wyjątkowej drodze do rodzicielstwa