Historie pacjentów - storyData.title

Historie pacjentów

Jakby zdobyć cały świat
Lekarz prowadzący:
  • dr hab. n. med. Cezary Grygoruk
Klinika:
  • Klinika Bocian Białystok

Jakby zdobyć cały świat

Z mężem pobraliśmy się w 2001 roku, natomiast na Janka przyszło nam trochę poczekać, urodził się dopiero w 2011 roku. Właściwie przez cały ten okres staraliśmy się o dziecko, kiedy jednak nadszedł czas takiej faktycznej potrzeby posiadania potomstwa, już wiedzieliśmy, że coś jest nie tak.

Na początku, gdy zaczęliśmy szukać przyczyny naszych niepowodzeń, wyglądało to na bardzo poważny problem. Postanowiliśmy zwrócić się do kliniki, która zajmuje się leczeniem niepłodności, bowiem wcześniej trafiliśmy na lekarzy, którzy nie specjalizowali się w tym zakresie, raczej zajmowali się po prostu chorobami ginekologicznymi. Poszukiwania zaczęliśmy od miejsca zamieszkania. Czytaliśmy wiele o Klinice Bocian, zwróciliśmy uwagę, że wiele osób z Polski przyjeżdża do Białegostoku, właśnie do tego miejsca. Skoro ludzie spoza Białegostoku przyjeżdżają na Akademicką, a my jesteśmy stąd, zdecydowaliśmy, że powinniśmy się tam udać i tak się stało.

Trafiliśmy do dr Cezarego Grygoruka, którego wręcz uwielbiam jako człowieka, bo jako lekarz to jest dla mnie zupełnym autorytetem. Okazało się, że problem, który wyglądał wcześniej tak poważnie jest dosyć błahy, możliwy do rozwiązania w całkiem szybkim terminie. Diagnoza została postawiona bardzo szybko, czym byliśmy zaskoczeni. Już na początku pan doktor powiedział, że tu będzie na pewno ciąża. Dowiedziałam się wówczas, że natura obdarzyła mnie tylko jednym jajnikiem, a żaden z poprzednich lekarzy nie zwrócił na to uwagi, zawsze to szło w zupełnie innym kierunku. To była jedna podstawowa rzecz, z którą wiązały się kolejne. Była więc to kwestia zrobienia porządku i zabiegu, który spowodował, że po przyjęciu leków i stymulacji jajnika zadziało się, jak się zadziało.

Przez ten czas oczywiście było dużo stresu, dużo wizyt, dużo płaczu, dużo nerwów, ale to wszystko szło w dobrym kierunku, o czym byliśmy przekonywani. Nie wiem, co takiego w sobie ma dr Grygoruk, ale bardzo mu zaufaliśmy i mimo że na wizyty szliśmy naprawdę z ciężkim sercem, ciężką głową, to wychodziliśmy z gabinetu jako szczęśliwi ludzie. Wiedzieliśmy, co się z nami zadzieje, wiedzieliśmy, co nas czeka, mieliśmy wszystko rozrysowane i poczucie, że doktor daje nam tyle swojego czasu, ile potrzebujemy. Podczas wizyt potrafił nas uspokoić, dzięki niemu mieliśmy siłę próbować na nowo. Zawsze się działo tak jak mówił, dawał nam oparcie, oczywiście dawała nam je również nasza rodzina. Zabieg in vitro otwierał nam drzwi do szczęścia. Nie wyobrażam sobie życia bez dziecka, więc dla nas temat in vitro nie był tematem tabu. Nasze rodziny wiedziały, że podjęliśmy taką decyzje, bardzo to szanowały i wspierały nas. Wszyscy nasi przyjaciele też taką wiedzę mieli, nikt nie dał nam odczuć, że robimy coś niezgodnego z kanonem. Wiemy, jak się podchodzi do tego tematu w różnych sferach politycznych i religijnych, my mieliśmy we wszystkich oparcie, nie byliśmy z tym sami. Siłę czerpaliśmy od ludzi, bo nam bardzo często tej siły brakowało.

Mimo, że wiedzieliśmy, że w końcu trafiliśmy w dobre ręce i wcześniej, czy później doczekamy się ciąży, to jednak najtrudniejsze było w to uwierzyć. Przez chwilę schowaliśmy się przed światem. Trudność sprawiało nawet patrzenie na cudzą ciążę. Najgorszy był ten lęk. Każdej wizycie towarzyszył lęk, że coś pójdzie nie tak, że może nam nie jest to pisane… Chyba na początku zabrakło nam wiary, że faktycznie można pomóc naturze, tylko po prostu trzeba zaufać ludziom, którzy wiedzą, co z tym zrobić. Potem było już coraz lepiej.

Podeszliśmy do pierwszego zapłodnienia in vitro. Ciąży niestety nie uzyskaliśmy, okazało się, że kilka pęcherzyków ładnie urosło i kilka komórek zamroziliśmy, bo nie wiedzieliśmy, co się zadzieje w przyszłości. Do zapłodnienia in vitro nie można podchodzić miesiąc w miesiąc, to jest ogromna stymulacja i oczekiwanie. Zdecydowaliśmy się na drugi zabieg in vitro i wtedy też się nie udało. Wówczas powiedziałam, że musimy przestać, bo ja nie jestem w stanie ani psychicznie, ani fizycznie w tej chwili się porywać na trzeci zabieg. Pan doktor powiedział w porządku to jeszcze się zaopiekujmy tymi komórkami, które zamroziliśmy, bo dlaczego miałyby być samotne i czekać. Więc uznaliśmy, że dlaczego nie, nie jest to bolesne, nie musimy się do tego specjalnie przygotowywać. Z tych zamrożonych uzyskaliśmy właśnie ciążę. Wyhodował się na szkle, taką podjął sobie decyzję i czekał na mnie.

Gdy zrobiliśmy test ciążowy i pojawiły się dwie kreski, nie mogliśmy w to uwierzyć, zrobiliśmy jeszcze jeden test, a potem jeszcze raz, ja nawet bałam się głośno powiedzieć, że są dwie kreski. Pierwsze co zrobiłam, zadzwoniłam do doktora, mówiąc mu o tym. Oczywiście bardzo się ucieszył i poprosił, żeby spokojnie przyjąć tę wiadomość, przynajmniej spróbować i przyjść za jakiś czas na USG, aby zobaczyć serduszko. Zaczęło się, masa radości, czekania na to pierwsze USG. To były magiczne chwile, ale też mieliśmy mnóstwo obaw, że to może tylko dziś. Drugiego dnia zrobiliśmy następny test, czy to aby na pewno. Zaraz pojawiły się badania krwi, które potwierdziły przyrost hormonów, potwierdziły, że to była taka prawdziwa ciąża, nie taka na chwilę.

Moja ciąża była bardzo pilnowana, z racji tego, że bardzo wyczekiwana, utęskniona. Mam świadomość, że liczba hormonów, które przyjmowałam troszkę mnie osłabiły, nie byłam zatem hasającą mamą z brzuszkiem, tak jak niektóre mamy mogą sobie pozwolić. Raczej byłam spokojną mamą czekającą na rozwiązanie. Poród odbył się przez cesarskie cięcie, które wykonał dr Grygoruk razem z dr Mrugaczem, szybciutko bez komplikacji, wszystko potoczyło się dobrze.

W roli mamy czuję się bardzo dobrze. Wiele osób mi zarzucało, że będę mamą kwoką, nie odetnę tej pępowiny. Okazało się, że zdrowy rozsądek bierze górę i chyba te oczekiwania na dziecko sprawiło, że mam dużo rozsądku w jego wychowaniu. Przynajmniej staramy się bardzo mocno, żeby pewne wartości wpoić synkowi, staramy się nie rozpieszczać go do granic możliwości.

Osoby, które starają się o dziecko, mają bardzo pod górkę. Wszystko, co nas otacza, kojarzy się tylko z jednym z zajściem w ciążę, bądź z jej utraceniem. To jest bardzo trudna sytuacja, wtedy mało rzeczy cieszy, gramy dobrą minę do złej gry. Bardzo łatwo skrzywdzić takie osoby, powiedzieć coś nieodpowiedniego. Waży się wiele słów, wiedząc, że ktoś stara się o dziecko, czasem natomiast o tym po prostu nie wiemy. Cierpliwość to jest chyba najważniejsza rzecz w takiej sytuacji. Trzeba też poddać się osobom, które wiedzą co robią, obdarzyć je zaufaniem, bo bez tego się nie da. Nie można też tracić nadziei. To, że raz się nie udało, nie oznacza, że nie uda się za kolejnym razem, jeżeli nie w ten sposób, to w inny. Nie można się poddawać nawet nie dopuszczać takiej myśli. Uda się, bo musi. Jeżeli lekarz mówi, że damy radę, to trzeba mu zaufać, nie można się poddawać i rezygnować, bo jeżeli się czegoś bardzo chce, to się to ma. Janek jest z nami, wyczekany, wspaniały, przystojny, mądry, najwspanialszy. To tak jakby zdobyć cały świat i nic innego się nie liczy.

Zobacz inne historie naszych pacjentów