Opinie

Historie naszych pacjentów

Zuzia

Młodzi, zakochani, marzący o wspólnym dziecku… Nie spodziewali się, że przyjdzie im czekać i walczyć o swoje maleństwo dziesięć lat. Jednak jak podkreśla nasza pacjentka - iskierka nadziei zawsze jest, nie wolno się poddawać.

Grześ

Gdy trudna walka o upragnione dziecko trwa latami, wparcie partnera okazuje się bezcenne. Jeśli się wierzy
i walczy to musi się udać – przekonuje nasza pacjentka.

Lenka

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak trudną i długą drogę pokonują pary, by stać się rodzicami. Póki jest szansa warto walczyć. Potwierdza to historia naszej pacjentki.

Co nasi pacjenci mówią o klinice?

Opinia 1

Staraliśmy się o dziecko około półtora roku. Na początku myśleliśmy, że może to trochę potrwa. Lekarz mówił nam, że trzeba poczekać około pół roku. Pół roku minęło a nam dalej się nie udawało. W końcu zaczęłam drążyć temat bo chorowałam kiedyś na endometriozę i pomyślałam, że to może być przyczyna naszych niepowodzeń.

Zaczęłam jeździ do lekarza z pobliskiej okolicy, który zaczął monitorować mój cykl. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Byłam załamana bo dalsze starania nie przynosiły efektu, dostałam jakieś tabletki na lepsze jajeczkowanie i dalej nic. Każdy test ciążowy budził nadzieję, ale po wykonaniu była złość, rozczarowanie i łzy. Zrobiliśmy z mężem kiedyś badanie nasienia w pobliskim laboratorium, odebraliśmy wynik, który był rzekomo dobry.


Ja studiowałam w Białymstoku i miałam tam kuzynkę, która 10 lat starała się o dziecko i właśnie Klinika Bocian pomogła jej zajść w ciążę. Namawiała mnie żebyśmy pojechali na wizytę. Z początku mówiłam po co skoro wynik męża jest w porządku, moje też wyniki są dobre. W końcu podjęłam decyzję trochę za nas i umówiłam nas na wizytę w Bocianie. Byłam mile zaskoczona, że była ona tak szybko. W dniu wizyty od razu skontrolowano moje hormony, zrobiono USG i badanie nasienia u męża, które było dość wstydliwe i mąż był trochę w szoku, no ale śmialiśmy się z tego. Wyniki były już za 2 godziny, my w tym czasie poszliśmy coś zjeść. Wróciliśmy do dr Mrugacza wprawdzie z dobrym humorem, ale stres też był. Mi waliło serce i mąż również był zestresowany. Dr Mrugacz oznajmił nam, że moje wyniki są super, ale nasienie męża jest bardzo słabe i uśmiech z twarzy szybko nam zniknął. Mąż bardzo się zasmucił, lekarz pytał czy przeżywa może jakiś duży stres itp. Faktycznie akurat mąż rezygnował z pracy ale raczej aż tak tym się nie stresował...Zalecenie lekarza było, żeby mąż poprzyjmował witaminy, za które zapłaciliśmy pokaźną kwotę a też nam się nie przelewało, tym bardziej, że mąż zmieniał pracę.


Przyjechaliśmy na wizytę za miesiąc powtórzyć badania i mieliśmy dużą nadzieję, że się coś poprawiło. Znów czekaliśmy 2 godziny na wynik w stresie. Nadeszła znów chwila prawdy. Weszliśmy do gabinetu bardzo zdenerwowani, serce waliło mi jak młot. Niestety wynik nasienia okazał się jeszcze gorszy, dr Mrugacz oznajmił nam, że ani inseminacja nie ma sensu, ani naturalne zajście w ciążę nam się nie uda. Mąż bardzo posmutniał i ja też. Powiedział, że właśnie w głębi duszy tak myślał, że wina leży po jego stronie. Lekarz powiedział nam, że tylko in vitro nam zostaje. Wtedy byliśmy załamani. Zawsze nam się wydawało, że nigdy nas to nie spotka. Wydawało nam się wtedy in vitro jakieś nieosiągalne. Przecież nas nie stać myśleliśmy sobie. Ale zapytałam, jaki jest koszt i okazało się, że łapiemy się na refundację państwową i że to koszt około 3 tys. zł. Ja powiedziałam, że chcielibyśmy spróbować, bez rozmowy z mężem sama podjęłam na szybko decyzję. Lekarz wytłumaczył nam trochę, resztę doczytałam w domu już na spokojnie. Zeszliśmy do pomieszczenia gdzie musieliśmy na spokojnie przeczytać umowę i inne dokumenty. Mąż był bardzo zdenerwowany i tylko powiedział ze złością, że mieliśmy się zastanowić a ja od razu podjęłam decyzję. Tłumaczyłam mu, że nic nie szkodzi podpisał umowy a podejdziemy kiedy będziemy chcieli. Ale była to ciężka chwila, zaczęliśmy płakać. W życiu byśmy nie pomyśleli, że nas to spotka.


Za jakiś miesiąc, jak już ochłonęliśmy i załatwiliśmy pieniądze podeszliśmy do całej procedury. Było ciężko, źle się czułam, w pracy podawałam sobie leki, udawałam, że wszystko jest w porządku. Także lekko nie było. W dodatku przygotowywałam się jeszcze do obrony pracy magisterskiej. Przerażało nas robienie zastrzyków, mąż bardzo przeżywał, że muszę tak cierpieć. Były chwile załamania bo źle się czułam i jeszcze musiałam się uczyć do obrony, ale dałam radę. Wyhodowałam dużo jajeczek, chyba najgorsze było pobieranie tych jajeczek, bo pod narkozą. Potem źle się czułam, ale mąż był ciągle ze mną i bardzo mnie wspierał. W końcu przyszedł dzień transferu. Kuzynka mówiła żebyśmy się nie nastawiali, że nam się uda przy pierwszej próbie. Przyszedł dzień wykonania testu ciążowego, na który tak z niecierpliwością czekaliśmy. Ja czułam w głębi duszy, że się udało bo piersi mnie bolały, choć czasem tak jest, gdy zbliża się okres - pomyślałam. Wykonałam test i... pojawiła się lekka druga kreska. Cieszyłam się jak oszalała a mąż jakoś nie wierzył. Poszłam na badanie krwi i potwierdziło się, że byłam w ciąży. Przy pierwszej próbie nam się udało, nie mogliśmy w to uwierzyć. Teraz mamy śliczną córeczkę. Dziękujemy!

Opinia 2

Z mężem staraliśmy się o dziecko przeszło 5 lat. Robiliśmy wszystkie możliwe badania i nie było konkretnej przyczyny tego abyśmy nie mogli być w ciąży. Klinika Bociany była naszą drugą kliniką do której zgłosiliśmy się z problemem i bardzo się cieszymy, że do was przyszliśmy.

Doktor Pietrzycki pomógł nam, dzięki niemu mamy Maję. Oczywiście in vitro. Wszystko udało się za pierwszym razem. Potem ciąża i tu też obeszło się bez problemów. Poród i cesarskie cięcie naturalnie u dr Pietrzyckiego. Wszystko cudownie my już w domu i dzwoni telefon, to dr Pietrzycki, który powiedział, że muszę przyjechać na wizytę. Wiec pojechałam od razu po telefonie. Z gabinetu wyszłam blada jak ściana "guz miejsca łożyskowego". Podczas cesarskiego ciecia usunął dwa guzki i wysłał do analizy. Dr Pietrzycki dał namiary na dalszą diagnostykę i lekarza. Na szczęście wszystko jest dobrze.


Podejście do in-vitro to najlepsza decyzja w naszym życiu. Jeszcze raz dziękujemy dla przecudownych Pań położnych i wspaniałych lekarzy.


Klinika Bocian na Facebook'u